Zmora Facebook Fanpage

14 maja 2013

Zaległości.

Dzisiaj, dokładnie dzisiaj mija trzeci miesiąc od kiedy dowiedziałam się o chorobie Zmory. Od kiedy padły pierwsze podejrzenia. Jak jest? W jej środku - nie wiem. Zewnętrznie - nie ma temperatur, co mnie cieszy. Węzły chłonne są wyczuwalne, ale nie ogromne. Zmora duuużo pije i szybko się męczy. Chce jednak pracować, bawić się i coś robić więc nie mogę jej odmawiać. Ze względu na temperaturę robimy coś zazwyczaj ok 22. Teraz staram się też nie bardzo rzucać jej piłkę, bo to ją szybko wykańcza. Chociaż super ćwiczy na nią rally. Może uda nam się wystartować w zawodach w Poznaniu. Nie ukrywam, że miałam większe ambicje na rally, ale jak widać życie je zweryfikowało.. Nie będę rozpaczać, cieszę się tym, co mam.

28 kwietnia Zmora wpadła w obiektyw Łukasza, który chciał trochę się poduczyć co do robienia zdjęć i popracować z doświadczoną modelką. :) Zdjęcie obok jest jednym z moich, zrobionych na tym spacerze.


Dalej już ja, osobiście, spotkałam się w KRESKĄ Sodalis, czyli cudną czarną labką od Grażyny. Robiłyśmy sesję wylicytowaną na forum labradorretriever.com.pl dla labradorów w potrzebie.
Kreska okazała się bardzo pojętną suczką, choć niechętną modelką. Za to w jakieś 10 min przy pomocy pasztetu i salami udało mi się ją nauczyć całkiem eleganckiego stania wystawowego.
Bardzo miły pies do pracy!
Poniżej zdjęcie jak w 10min przeszłyśmy z odruchowego siadania na każdy widok smaka do tego. :) Jestem zadowolona z efektu.
Z Kreską i jej właścicielką na pewno jeszcze się spotkamy, teraz już jednak zabiorę ze sobą Zmorę.


Dalej, pierwszego maja, spotkałyśmy się z Agnieszką i jej wilczarzami w Tulcach. Zmory na spacerze miało nie być, bo dopadła ją cieczka, ale Agnieszka postanowiłą zaryzykować ;) I dobrze, bo Moran był zainteresowany, ale nie nachalny i każdy pies chodził bez problemu jak chciał. Zmora też bardzo ładnie się zachowała co do samca, nawet go nie opieprzyła na początku, była miła i spokojna.
Okazała się też najbardziej żywiołowa z całej grupy :P Wilczarze to na prawdę spokojne psy, jestem nimi zachwycona. Może więc kiedyś, kiedyś.. kto wie?
Wilczarze też trudne modele, ale zrobilim, co moglim! :)
Jestem też zachwycona obiektywem, który miałam pożyczony na zdjęcia Kreski i wilczarzy, musiałabym nad takim pomyśleć.






Śmieszy mnie też to, co kilka osób już mi powiedziało. Że Zmora wygląda na zdjęciach smutno.
Więc pozwólcie mi wyjaśnić..
Po pierwsze: taki typ urody. Basset na 90% zdjęć też wygląda smutno i taki jest jego urok. Zmora z zamkniętą mordą też ma wygląd smutnego psa. (ale nie, pewnie biedna, bo biję czy co, żeby stała jak chcę)
Po drugie: pies się skupia. Jak się skupia to zwykle zamyka pysk. I dalej - jak wyżej. Jak ma zamknięty pysk to wygląda smutno.
Po trzecie: zwykle dysząc pies 'cofa' uszy i nie wygląda wtedy zbyt korzystnie więc smakołykami 'zamykam' jej paszczę.
Po czwarte: zwykłe ludzkie odczucie, że uniesione kąciki warg przy dyszeniu to uśmiech.

Niezmiernie mi przykro, że za dużo wymagam od mojego biednego, pobitego pieska. Jak ja mogę zmuszać ją do zamykania pyska gdy stoi w miejscu i patrzy na lądujące w trawie kawałki parówki czy szynki?!



zdjęcie: Łukasz Buczyk

22 marca 2013

Zmora jest chora.
Nieuleczalnie.
Nie wiem ile czasu jej zostało.
Obecnie konsultujemy sposób leczenia. Czy raczej.. zaleczania?
Nie chcę stosować chemioterapii.

Na razie Zmora jest radosna, ma pełno energii i duuuży apetyt.
Trochę szybciej się męczy i ma powiększone węzły chłonne.
Mam nadzieję, ze jak najdłużej zachowa radość z życia. Nie chcę sztucznie przedłużać jej życia, jeśli nie będzie z niego miała radości. Dopóki sama je, wstaje, bawi się i cieszy - jest ok. Staram się nie płakać za bardzo.
Gdy tylko przyszły wyniki wyszłam z pracy i pojechałam do niej. Zadzwoniłam do chłopaka i pojechaliśmy nad Rusałkę. Obeszliśmy ją dookoła - jakieś 4km.
Cieszę, się że mam przy sobie Macieja, który mi pomaga. Zmora też się cieszy, bo obecnie pozwala jej się gryźć i po sobie łazić. I daje jej różne rzeczy, a wcześniej jej nie podkarmiał. 
Ja też jej podmaślam, daję wszystkiego po trochu, nie oburzam się na sępienie jak jem. Nie umiem się na nią złościć. Zmora trochę to wykorzystuje.
Ale, korzystajmy - nie wiemy ile czasu nam zostało.

Obecnie śpi kołami do góry. Nie wie co się dzieje i czemu jestem taka ckliwa. Stara się mnie rozśmieszyć i z tą jej głupią mordą - wychodzi jej. Robi dużo rzeczy specjalnie.
Jest kochana, moja, najlepsza.

W sobotę idziemy dogtrekking w Kościanie. Póki się dobrze czuje. Oby jak najdłużej!